Mont Blanc>
Klub
O nas
Komunikaty klubowe
Aktualności
Spotkania
Wyprawy
Zawody 2008
<--------------------OKNO GŁÓWNE--------------------->>
Ural
Alpy
Bezpieczeństwo
GOPR
Zagrożenia
Galeria
Ural
Kilimandżaro
Tatry
Bieszczady
Jura
Księga gości
Kontakt
Linki
Alpy

MONT BLANC - 2002 R.

Na początku września w zespole 4-osobowym, jednym samochodem wybraliśmy się na tydzień pod M.B od strony włoskiej, a ściśle od Courmayeur i jeszcze ściślej - od Doliny Veny. Niestety pogoda była fatalna. Ani jednego dnia bez deszczu czy śniegu. Jednak próbowaliśmy i w końcu zaliczyliśmy trzy lodowcowe biwaki. Trasa od strony włoskiej prowadzi przez piękny, "prawdziwy" lodowiec, a ludzi rzeczywiście jest tu mało. Tym razem było ich nawet za mało, bo po opadzie śniegu nie mogliśmy wytropić śladów, żeby sprawnie przedrzeć się przez lodowiec Dome, stanowiący odgałęzienie lodowca Miage. Liczyliśmy na przewodnika brytyjskiego z dwoma klientami, zmierzającego do schroniska Gonella, ale po nocy z piorunami i opadem śniegu trójka ta zeszła rano ze schroniska w dół. Dopadało ok. 10 cm śniegu, który nie zdążył jeszcze się związać z lodem i zrobiło się nawet trochę niebezpiecznie. Choć więc nie było wejścia szczytowego, to moje wrażenia po tej eskapadzie są o niebo lepsze niż po Grossglocknerze. To była prawdziwa górska przygoda i takie Alpy nie rozczarowują. Oczywiście, dla większości liczy się tylko wejście szczytowe. Może od strony francuskiej dalibyśmy nawet radę - idąc po śladach i koczując w ciżbie ludzkiej w schronie Vallot - dotrzeć w tych warunkach do wierzchołka Białej Góry. Kiedy czwartego dnia po raz pierwszy rankiem wyjrzało słońce (jedyny ranek bez opadu), zobaczyliśmy sznurek ludzi podchodzących granią od Dome de Gouter w kierunku widocznego dobrze szczytu Mont Blanc. Ale my już postanowiliśmy schodzić, a z resztą, zaraz zaczęło padać i padało tak do końca dnia przez całą drogę zejściową do campingu M.Bianco "La Sorgente" pod skrajem grani Peuterey (bardzo miłe miejsce campingowe - jeśli nie pada). Reasumując, strona płd. M.B jest piękna i satysfakcjonująca, ale znacznie bardziej wymagająca. No i ludzi naprawdę nie wiele.

Wojciech Brański